czwartek, 17 sierpnia 2023

Jak zostałem graciarzem.


   W słowniku PWN pod hasłem "g
raciarz" znajdziecie taką definicję - człowiek lubiący zbierać rzeczy bezwartościowe, rupieciarz. "Kolekcjonerzy dzielą się na graciarzy i specjalistów".  Dziś o tym jak to się stało, że zostałem graciarzem.


    Odkąd pamiętam zawsze interesowały mnie różnego rodzaju mechanizmy, pojazdy. Rozkręcałem modele samochodów by zobaczyć co jest w środku. Prawie nigdy nie umiałem ich złożyć. Z pomogą wtedy przybywał tato lub dziadek. A jak już wspomniałem o dziadku to mam powody twierdzić, że to dzięki niemu zostałem graciarzem. U niego w garażu zawsze było dużo tzw. "przydasiów".  Rzeczy które raczej nigdy się nie przydadzą ale szkoda wyrzucić. U mojego taty w garażu też jest dużo takich klamotów. W moim pseudo garażu jest podobnie. Choć staram się z tym walczyć. Takie graciarstwo to jest raczej powszechne w naszym społeczeństwie i niegroźne, to chyba naleciałość z poprzedniego ustroju, gdzie wszystko mogło się przydać a w sklepach niczego nie było. 


Graciarstwo samochodowe to już inna strona medalu. Wracając do mojego dziadka. Kolekcjonował on gazetę motoryzacyjną "Motor", które oprawił w piękne roczniki od 1977r. do 1983r. Jak mi je pokazał to godzinami przeglądałem to czasopismo. Wiadomo jakie fury były najczęściej fotografowane lub cytowane. Wszelkiego rodzaju polskie Fiaty, małe, duże, Łady, Skody. Ogólnie wszystkie z bloku wschodniego. Pamiętam w roczniku 1978 był wielki artykuł o premierze Poloneza. Moje Marzenie do dziś. 

Moje bezcenne pamiątki po dziadku.

Okładka czasopisma "Motor" z 21 Maja 1978r.
Poniżej artykuł. 





    Oglądając zdjęcia rodzinne w dawnych lat to zwracam uwagę jakie auta są w kadrze. Ostatnio żona pokazywała mi swoje zdjęcia z dzieciństwa mówiąc jak nasza córka jest do niej podobna. Faktycznie dwie krople wody. Ale ja zauważyłem jeszcze czerwoną e30, maluchy, fiaty 125p, itp. Powiedziała, że jestem chory. Tak jestem.

Tu ja. Ale jaki drugi plan jest ciekawszy. Renault 11 i Renault 4.

    Jako nastolatek zacząłem bawiłem się motorowerami. Moim pierwszym był Romet Ogar 200. Razem z Tatą rozebrałem go do ostatniej śrubki i udało się go złożyć z powrotem. Potem pojawił się Simson SR50. Też zrobiłem mu kompletny remont. W 2012r. postanowiłem że chcę mieć klasyka. Kupiłem Fiata 126p. Ale nie ST czy FL tylko Eleganta... Miał być do drobnych poprawek i zachowaniu go w oryginale, a skończyło się na remoncie i zmianie koloru.
Przed.

Po. Stan aktualny.

Drugim moim klasykiem w "kolekcji" było BMW e34. Kupiłem jako auto na co dzień. Na początek poszła blacharka, lecz po drugiej zimie znowu wyszła "ruda". 

Tu już po drugiej blacharce.

Kurde Potrzebuję daily na zimę! Znalazłem w ogłoszeniu i kupiłem Audi 80 b3 z 1989r. Bieda wersja ale stan prawie kolekcjonerski. Jako klasyczne daily polecam. 

Audi 80. To naprawdę pancerny wóz. Ale strasznie nudny. 

Ale zachciało mi się na Złombol. Maluchem mi szkoda a BMW i Audi nie można (tylko samochody konstrukcji komunistycznej).  Więc Audi "papa" witaj Skodo! Skoda Favorit została moim zimowym samochodem i maszyną na Złombol.

Krótko po zakupie. Miała być szybka robota a zeszło się do nocy. 

Złombol 2018.

    Dobrze Pamiętam, że moja Babcia miała taką Skodę. Kolor bezowy czy kawa z mlekiem. Przedliftowa. Moją Favorit pojechaliśmy w Złombolu do Grecji. Po kolejnych propozycjach odkupienia Skody od pierwszego właściciela, uległem. Skoda wróciła do starego domu (bardzo żałuje tej decyzji do dzisiaj) a ja już rozbierałem perełkę radzieckiej motoryzacji czyli Ładę Nivę. Oczywiście do drobnych poprawek, czytaj odbudowy. Z racji tego, że miałem zostać tatą trzeba było nabyć jakieś pakowne auto. Wybór padł, że Niva wylatuje i kupujemy coś rodzinnego.  

W dniu zakupu. Dojechała o własnych siłach (cud). Lina holownicza służyła do odpalania na zaciąć. 

Po "małych poprawkach".

    Niebyło kiedy jeździć "klasykami". Aż w końcu znalazł się czas na by zająć się kolekcją aż dwóch aut. Maluch dostał nowe zawieszenie nowe zderzaki i inna galanterię. A BMW zaczęło jeździć. Aż tydzień i się zepsuło. Przy naprawie zauważyłem, że znów ruda wyłazi. To spowodowało, że nie chcę już beemki. Telefon do kumpla, cena dogadana, sprzedane. Tego samego dnia od innego kolegi kupiłem Skodę Forman, czyli Favorit kombi. Zawsze mi się Forman bardziej podobał. 


    Tutaj ważny protip. Mówcie swoim drugim połówkom, że chcecie przywieść grata do domu. Ja nie powiedziałem a moja kochana żona dowiedziała się jak wjechałem na podwórko 30letnią Skodą. Naprawdę pachniało rozwodem.

    Tak dotarliśmy do dnia dzisiejszego. Nadal jestem żonaty :) a w Garażu stoi Maluch i Forman. Czyli żadne klasyki tylko zwykłe graty. Auta bez większej wartości. Wartości kolekcjonerskiej ale dla mnie to są prawdziwe skarby. Maluch, mój pierwszy samochód który odbudowałem. Którym pojechałem na zlot. Samochód kiedy nim jadę wzbudza uśmiech na twarzach ludzi. No i każdy chyba w rodzinie miał malucha. A Forman to samochód, który zawsze mi się podobał. No i mam niezapomniane wspomnienia z dzieciństwa i Złombolu z tym samochodem. 
    Pomyślicie pewnie, no debil. Sprzedał BMW i Audi a kupił jakiś szajs. Ale BMW czy Audi nie wzbudzało u mnie takich wspomnień, emocji. Z ekonomicznego punktu widzenia zachodnie auta były by lepszą lokatą kapitału. Ale ja nie kierowałem się głową tylko sercem. 
    Więc nie śmiejcie się, że ktoś podnieca się na widok Trabanta, Poloneza a nawet Fiata Uno czy Lanosa. Robią to pewnie dlatego, że mają sentyment lub wspaniałe przeżycia z tym samochodem. 

Pozdrawiam Was bardzo ciepło i do następnego. 

poniedziałek, 7 sierpnia 2023

Kuba - Najekologiczniejsze Państwo świata?

  

  Ekologia. To hasło ostatnio jest bardzo popularne. Ale czy używamy go właściwie? Czy stajemy się z roku na rok bardziej "eko"? Moim zdaniem nie. Dziś między innymi o tym jak kupowanie butów, dłuższe przebiegi między wymianami oleju czy elektryfikacja sprawiają, że misie polarne są niezadowolone. I co do tego mają Kubańczycy? Zaraz wszystko się wyjaśni. 
    Część z Was na pewno kojarzy urządzenia AGD z PRLu. Były pancerne. Dla mnie takim niezniszczalnym urządzeniem była tzw. Farelka. U moich rodziców ciągle jest. Jest starsza ode mnie i nadal działa.
FAREL tzw. Farelka

Albo odkurzacz Predom. Pełnił wiele funkcji. Odkurzał, nadmuchał materac, podobno można było nim malować jak kompresorem. Moja mama w kuchni do dzisiaj używa miksera Zelmera. Ponad 30 lat a on dalej miesza.

Kto nie oblizywał takich mieszadeł niech pierwszy..

    Mój dziadek rzadko kupował buty, ale jeśli już to stawiał na jakość premium swoich czasów - skórzane, zamszowe. Gdy po jakimś czasie buty wymagały naprawy, zanosił je do szewca, dzięki czemu jedna para porządnych butów służyła mu latami. Tak samo było z kurtkami, marynarkami płaszczami itp. 
    Zastanówmy się co jest bardziej ekologiczne? Czy mój mikser A+++ turbo, który się po pół roku się zepsuł czy stary Zelmer? Mój bezprzewodowy odkurzacz Beko po roku użytkowania padł. Był na gwarancji to wymienili na nowy. Super! Ale co się stało z poprzednim? Pewnie leży gdzieś na górze śmieci, kiedy prastary Predom nadal działa, choć swoją służbę pełni obecnie w garażu.

Plymouth Superbird wśród odkurzaczy

    Rozumiecie już co mam na myśli? Kiedyś robiono przedmioty by służyły latami, dekadami, były niemal niezniszczalne. To samo było z samochodami. Podobno Mercedes prawie zbankrutował, bo ich samochody się nie psuły. Były Toyoty, BMW, Peugeoty popularne w Afryce. 





    W obecnych czasach wszelkie urządzenia zbudowane są tak, by po określonym czasie czy określonej liczbie cykli przestawały działać.  Co robi większość w takim przypadku? Kupuje nowe. Bo naprawa jest nie opłacalna. Za niewiele większą kwotę mamy nowy sprzęt, dodatkowo na gwarancji.        
   Pracowałem ponad dwa lata w serwisie Opla w Niemczech. Mój kolega z pracy nie robił nic innego jak wymieniał silniki (głównie były to 1.2 PureTech). Wiem, że robi to do dziś z jego relacji w social mediach. Podobnie jest u innych producentów. Na przykład zalecana ze względów ekologicznych wymiana oleju co 30 tys. km lub co dwa lata to idealny przepis na katastrofę. Po ok 15tys. km filtr oleju przestaje już pełnić swoją funkcję, podobnie sam olej. Silniki osiągają przebieg 150-200tys km i koniec. Przykładowo dystrybutor Renault w swoim litrowym silniku nie przewiduje naprawy głównej, a uszczelka pod głowicę nie jest dostępna nawet w ASO. Nowy silnik to koszt nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. 
Olej "long life", ale czy filtr też?

     A co z samochodami elektrycznymi? Możnaby pomyśleć, że jest nadzieja na bycie "eko". Pomijając fakt, że produkcja jednego elektryka wytwarza porównywalną ilość CO2, co produkcja nowego Golfa w dieslu i przejechanie nim ok. 150tys. km. Poza państwami jak Norwegia, Szwecja, Finlandia czy Holandia, prąd produkowany jest w głównej mierze z węgla. Znacznie gorzej wygląda utylizacja samochodu elektrycznego. Po internecie krążą zdjęcia placów pełnych uszkodzonych elektryków, z którymi nie wiadomo co zrobić. 
Cmentarzyska elektryków.

    Kuba. Kraj gdzie amerykańskie krążowniki z lat 50tych są na porządku dziennym. Jeden samochód wiezie już trzecie lub czwarte pokolenie. Nie wymieniają, lecz naprawiają, przerabiają by te samochody nadal im służyły. Oczywiście nie jest to spowodowane względami ekologicznymi, ludzi zmusza raczej panujący tam ustrój. Do roku 2011 na Kubie nie można było kupić samochodu, wyjątkiem były te sprzed 1959r. Od tamtej pory defacto można pokusić się na zakup nowego auta, jednak podatek jest kolosalny i skutecznie odwodzi od tego pomysłu. Średnia pensja na Kubie to ok 50$ na miesiąc.  Ale powiedzcie sami, czy eksploatowanie jednego samochodu przez kilkadziesiąt lat nie jest bardziej eko niż zmiana samochodu co dwa, trzy lata? 

Po prostu genialny 

Większość z tym krążowników ma już oszczędniejsze silniki. Często koreańskie lub japońskie jednostki.

A u nas tylko szare, srebrne i czarne. Kiedyś samochody miały kolory...

Eksploatowane do końca. To jest właśnie Ekologia.

    Czy gdybyśmy nagle wszyscy zaczęli robić jak Kubańczycy to zmiany klimatyczne by skończyły? 
Otóż nie. Transport stanowi tylko ok. 16% produkcji dwutlenku węgla. Najbardziej emisyjne jest produkcja m.in. energii i ciepła. Największym trucicielem są Chiny, które próbują nadążyć z produkcją dla nas kolejnych plastikowych bubli.

    Więc czemu tak się czepiają tych samochodów? Bo użytkujemy ich wszyscy. Najłatwiej obciążyć szarego człowieka, który tak naprawdę mało może w tej kwestii. Ale najbardziej wkurza mnie to, kiedy Unia Europejska zakazuje nam swojego samochodu to pan w Afryce, maczetą "recyklinguje" zużyte akumulatory. Nie daje to  dużych perspektyw na wprowadzenie zmian. 
    Wyszło dzisiaj trochę smutno i poważnie, ale następny tekst będzie znacznie bardziej pozytywny. Obiecuję. 
Trzymajcie się ciepło!


    
    

piątek, 4 sierpnia 2023

Kupiłem Berlingo. Czy to już starość?

    Czy Wy też tak mieliście jak mieliście naście lat, że oglądaliście ogłoszenia i patrzyliście na jaki samochód was stać po zdaniu prawka? Zastanawiałem się wtedy czy będzie mnie stać na skodę 120, fiata 125p już o Peugeot 205 mogłem tylko marzyć (wtedy były to jeszcze tanie wozy). 

    Jako chłopak w liceum nie mogłem liczyć na wielki budżet. W końcu 20 Września 2007r zdałem wymarzone prawo jazdy kategorii B. Za czwartym razem. Dokładnie pół roku po zdaniu kategorii A i w ostatni dzień ważności egzaminu teoretycznego. Po odebraniu prawka stałem się abstynentem. Wszędzie chciałem jeździć autem. Rodzice mi użyczali swoje Citroeny XMy (mieliśmy wtedy dwie sztuki). Swoją drogą Citroen XM był niezwykłym samochodem. Może kiedyś coś napisze o tym modelu. Wracając do tematu, byłem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi kiedy mogłem prowadzić samochód.   
    W końcu po zdaniu matury trafiła się okazja pojechania do Austrii do pracy jako pomocnik pilarza w Alpach. Nie polecam. Popracowałem miesiąc i powiedziałem dość. Dostałem swoją pierwszą prawdziwą wypłatę, za którą oczywiście kupiłem samochód! I to jaki! FORD EXPLORER z 1994r. Czterolitrowa widlasta szóstka, automatyczna skrzynia biegów, pompowane fotele, podtlenek lpg. Boski samochód. A że był trochę krzywy ? Kto by się tym przejmował? Miałem amerykańskiego SUVa! Tak naprawdę ten samochód miał mi służyć do biznesu który planowałem otworzyć ale nic z tego nie wyszło.

Mój pierwszy samochód Ford Explorer. 

    Paliwożerny Ford został sprzedany i na następny dzień byłem właścicielem Peugeota 405 kombi 1,9 Turbo Diesel oczywiście z 1994 roku. Chyba najbardziej idioto-odporny samochód świata. To auto nie chciało zdechnąć. 

Uważam, że Mercedes w124 jest bardziej awaryjny.
 Serio!

    Skoro nie chciało to się sprzedało. Na jego miejsce wskoczył Citroen. Jaki? Oczywiście XM kombi 3.0 benzyna z manualną skrzynią biegów i skórą. Nie uwierzycie z którego roku. Tak z 1994 :)  Był uderzony w tył ale za, pamiętam jak dziś 1700zł. Blacharz ogarnął temat. Za auto zapłaciłem 500zł:). Wrzuciłem gaz oczywiście. Klima była, ale nie działała. Podobnie jak w Fordzie i 405tce, więc nie wiedziałem co tracę nie naprawiając jej. Pewnego dnia na A4 jechałem do Wrocławia. Nie powiem, jechałem szybko, ok 200km/h. Nagle auto przede mną zjechało na prawy pas a mi wyrosła  barierka informująca ze lewy pas jest wyłączony z ruchu. Wyhamowałem. Pan Omegą z mną też. VW Sharan z Norwegii nie. Citroen znów dostał w tył. Tym razem tego nie wytrzymał. 

Citroen XM. Fascynujący samochód. 

Niestety Citroen nie wytrzymał uderzenia :(
    Po sprzedaniu wraku odkupiłem od siostry kolejną flagową francuską limuzynę. Renault Safrane. 2.2 benzyna o szalonych 107KM. Oczywiście 1994r. Tapczan na kołach.
 
Wygodniejszych siedzeń nigdy już nie spotkałem jak w tym Renault. 


    W tamtym czasie (2011-2012) pracowałem w Holandii i po 5 miesiącach odkładania zachciało mi się mieć nowsze auto. Jak każdy miłośnik motoryzacji kupiłem Alfę. Alfa Romeo Crosswagon z 2005r. Cudowny samochód! Prawie się nie psuł (nigdy nie jechała na lawecie, zawsze wracała na kołach). 
Jak prawdziwy alfiarz, kochałem ten samochód.

    Po dwóch latach romansu z włoszką zaczęła się nuda. Maluch (jest do dziś), Renault Kangoo, Ford Focus MK2, BMW e34 z 1994r. O BMW pewnie powstanie osobny tekst. Seicento, Twingo, Rajdowy Fiat Punto , Audi 80, Skoda Favorit oczywiście z 1994r. Łada Niva, jeszcze jeden Focus, VW Sharan, Fiat Panda. Pewnie coś jeszcze było ale albo było tak krótko albo tak nudne, że nie pamiętam :). 

Kupiony by być zachowany w oryginale.
Coś poszło nie tak. I Dobrze :D 

Pojechałem nim kiedyś w KJS. I nie byłem ostatni :D 

Ten samochód był jak tryb incognito ;) 








    No aż dotarliśmy do czasów teraźniejszych. Zamieniłem Focusa na Citroena Berlingo 2. Żona mówi, że to czołg. Faktycznie jak patrzy się na niego to taki klocek z kołami. Ma chyba najnudniejszy kolor na świecie, czarny. 1.6 klekot. Ogólnie grzybowóz. 
 
Moja córka postanowiła popisać palcem po aucie.
Czy chciała powiedzieć "tato umyj go"?

    Ale wiecie co? Podoba mi się :). Jest pakowny, wygodny, przeszklony. Schowków to ma chyba setkę. Jest to mój pierwszy samochód w którym zrobię ponad 1000km bez tankowania. Serio jaram się takimi rzeczami?! Tak! Czy to już starość mnie dopada? Być może starość bo plecy napier... :). Ale powiem Wam szczerze. Mi zawsze podobały się praktyczne wozy. Być może dlatego, że w dzieciństwie na wakacje jeździliśmy z przyczepą na kampingi. Chcąc nie chcąc byłem otoczony takimi pojazdami. Być może dlatego w młodości nigdy nie miałem sportowego samochodu. Ale mam jedno marzenie o sportowym aucie. Ale o tym kiedy indziej. Pozdrawiam Was i do następnego razu. 


Jak zostałem graciarzem.

   W słowniku PWN pod hasłem "g raciarz" znajdziecie taką definicję - człowiek lubiący zbierać rzeczy bezwartościowe, rupieciarz. ...