Ekologia. To hasło ostatnio jest bardzo popularne. Ale czy używamy go właściwie? Czy stajemy się z roku na rok bardziej "eko"? Moim zdaniem nie. Dziś między innymi o tym jak kupowanie butów, dłuższe przebiegi między wymianami oleju czy elektryfikacja sprawiają, że misie polarne są niezadowolone. I co do tego mają Kubańczycy? Zaraz wszystko się wyjaśni.
Część z Was na pewno kojarzy urządzenia AGD z PRLu. Były pancerne. Dla mnie takim niezniszczalnym urządzeniem była tzw. Farelka. U moich rodziców ciągle jest. Jest starsza ode mnie i nadal działa.
 |
| FAREL tzw. Farelka |
Albo odkurzacz Predom. Pełnił wiele funkcji. Odkurzał, nadmuchał materac, podobno można było nim malować jak kompresorem. Moja mama w kuchni do dzisiaj używa miksera Zelmera. Ponad 30 lat a on dalej miesza.
 |
| Kto nie oblizywał takich mieszadeł niech pierwszy.. |
Mój dziadek rzadko kupował buty, ale jeśli już to stawiał na jakość premium swoich czasów - skórzane, zamszowe. Gdy po jakimś czasie buty wymagały naprawy, zanosił je do szewca, dzięki czemu jedna para porządnych butów służyła mu latami. Tak samo było z kurtkami, marynarkami płaszczami itp.
Zastanówmy się co jest bardziej ekologiczne? Czy mój mikser A+++ turbo, który się po pół roku się zepsuł czy stary Zelmer? Mój bezprzewodowy odkurzacz Beko po roku użytkowania padł. Był na gwarancji to wymienili na nowy. Super! Ale co się stało z poprzednim? Pewnie leży gdzieś na górze śmieci, kiedy prastary Predom nadal działa, choć swoją służbę pełni obecnie w garażu.
 |
Plymouth Superbird wśród odkurzaczy
|
Rozumiecie już co mam na myśli? Kiedyś robiono przedmioty by służyły latami, dekadami, były niemal niezniszczalne. To samo było z samochodami. Podobno Mercedes prawie zbankrutował, bo ich samochody się nie psuły. Były Toyoty, BMW, Peugeoty popularne w Afryce.
W obecnych czasach wszelkie urządzenia zbudowane są tak, by po określonym czasie czy określonej liczbie cykli przestawały działać. Co robi większość w takim przypadku? Kupuje nowe. Bo naprawa jest nie opłacalna. Za niewiele większą kwotę mamy nowy sprzęt, dodatkowo na gwarancji.
Pracowałem ponad dwa lata w serwisie Opla w Niemczech. Mój kolega z pracy nie robił nic innego jak wymieniał silniki (głównie były to 1.2 PureTech). Wiem, że robi to do dziś z jego relacji w social mediach. Podobnie jest u innych producentów. Na przykład zalecana ze względów ekologicznych wymiana oleju co 30 tys. km lub co dwa lata to idealny przepis na katastrofę. Po ok 15tys. km filtr oleju przestaje już pełnić swoją funkcję, podobnie sam olej. Silniki osiągają przebieg 150-200tys km i koniec. Przykładowo dystrybutor Renault w swoim litrowym silniku nie przewiduje naprawy głównej, a uszczelka pod głowicę nie jest dostępna nawet w ASO. Nowy silnik to koszt nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.
 |
| Olej "long life", ale czy filtr też? |
A co z samochodami elektrycznymi? Możnaby pomyśleć, że jest nadzieja na bycie "eko". Pomijając fakt, że produkcja jednego elektryka wytwarza porównywalną ilość CO2, co produkcja nowego Golfa w dieslu i przejechanie nim ok. 150tys. km. Poza państwami jak Norwegia, Szwecja, Finlandia czy Holandia, prąd produkowany jest w głównej mierze z węgla. Znacznie gorzej wygląda utylizacja samochodu elektrycznego. Po internecie krążą zdjęcia placów pełnych uszkodzonych elektryków, z którymi nie wiadomo co zrobić.
 |
| Cmentarzyska elektryków. |
Kuba. Kraj gdzie amerykańskie krążowniki z lat 50tych są na porządku dziennym. Jeden samochód wiezie już trzecie lub czwarte pokolenie. Nie wymieniają, lecz naprawiają, przerabiają by te samochody nadal im służyły. Oczywiście nie jest to spowodowane względami ekologicznymi, ludzi zmusza raczej panujący tam ustrój. Do roku 2011 na Kubie nie można było kupić samochodu, wyjątkiem były te sprzed 1959r. Od tamtej pory defacto można pokusić się na zakup nowego auta, jednak podatek jest kolosalny i skutecznie odwodzi od tego pomysłu. Średnia pensja na Kubie to ok 50$ na miesiąc. Ale powiedzcie sami, czy eksploatowanie jednego samochodu przez kilkadziesiąt lat nie jest bardziej eko niż zmiana samochodu co dwa, trzy lata?
 |
| Po prostu genialny |
 |
| Większość z tym krążowników ma już oszczędniejsze silniki. Często koreańskie lub japońskie jednostki. |
 |
| A u nas tylko szare, srebrne i czarne. Kiedyś samochody miały kolory... |
 |
| Eksploatowane do końca. To jest właśnie Ekologia. |
Czy gdybyśmy nagle wszyscy zaczęli robić jak Kubańczycy to zmiany klimatyczne by skończyły?
Otóż nie. Transport stanowi tylko ok. 16% produkcji dwutlenku węgla. Najbardziej emisyjne jest produkcja m.in. energii i ciepła. Największym trucicielem są Chiny, które próbują nadążyć z produkcją dla nas kolejnych plastikowych bubli.
Więc czemu tak się czepiają tych samochodów? Bo użytkujemy ich wszyscy. Najłatwiej obciążyć szarego człowieka, który tak naprawdę mało może w tej kwestii. Ale najbardziej wkurza mnie to, kiedy Unia Europejska zakazuje nam swojego samochodu to pan w Afryce, maczetą "recyklinguje" zużyte akumulatory. Nie daje to dużych perspektyw na wprowadzenie zmian.
Wyszło dzisiaj trochę smutno i poważnie, ale następny tekst będzie znacznie bardziej pozytywny. Obiecuję.
Trzymajcie się ciepło!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz